top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraAndrzej

Jak odpuścić kiedy nie potrafisz




Urodziłem się w niezbyt zamożnej rodzinie i stałem się świadkiem upadku tej rodziny. Libacje alkoholowe trwające tygodniami, przemoc fizyczna i psychiczna. Brak współczucia, miłości, bliskości. Można by rzec, że była to patologia, ale to będzie nieodpowiednie określenie w tym momencie, bo nie ukaże to prawdziwego obrazu całej sytuacji.

Co daje nam ludziom niesamowitą moc transformacji? Jak to się dzieje, że ofiary potrafią współczuć swoim oprawcom? Dlaczego krzywdzimy innych? Skąd biorą się podziały? Odpowiedź jest tylko jedna. Krzywdzimy innych i siebie, kiedy tracimy kontakt ze sobą, kiedy tracimy kontakt z naszym człowieczeństwem. Tracimy go, gdy pojawia się osąd moralny, osąd cudzych i naszych działań, gdy przestajemy być obecni.

Lęk

Moja matka odrzuciła mnie zaraz po urodzeniu. Chwilę poźniej mój ojciec się powiesił. Jednym z moich pierwszych wspomnień jest, jak zimową nocą uciekam przed moją matką boso po śniegu, ubrany tylko w piżamę. Uciekam, bo matka chce mnie skrzywdzić. Później stoję na podwórku i patrzę w stronę domu, gdzie odbywa się ostra libacja alkoholowa. Nie wiem co zrobić, gdzie się udać… Takich zdarzeń było wiele w moich życiu.

Odkąd pamiętam, cierpiałem na zaburzenia lękowe. Zaczęły się już, kiedy miałem 6 lat. Trwały przez następnych 30 lat z różnym nasileniem. Od lekkiego zamartwiania się po napady paniki. Potem dołączyły natrętne myśli i zaburzenia kompulsywno — obsesyjne. Umysł nie mógł sobie poradzić z traumą, więc wyparł ból. Udawał, że go nie ma, ale on tam był. Przez wyparcie powstało fałszywe ego — nowy wspaniały ja. Inaczej mówiąc, dołączyły do tego zaburzenia narcystyczne. Byłem pełen złości, żalu i nie widziałem swojego bólu, bo nie byłem w stanie go znieść. Stąd projektowałem złość na wszystkich dookoła, częstowałem ich swoim cierpieniem. Obwiniałem cały świat za moje niepowodzenia i nie chciałem zobaczyć mojego bólu, bo bałem się spotkania z tym, kim naprawdę jestem i z tym, co się wydarzyło. Źle się czułem i choć tego nie widziałem, to szukałem ulgi. Znajdowałem ją w alkoholu, narkotykach, seksie, zakupach i budowaniu fałszywego ego, co skończyło się poważnymi i głębokimi uzależnieniami. Nie byłem w kontakcie ze sobą.

Przywiązanie

W czym leży nasze człowieczeństwo? Odpowiedź może być tylko jedna. W zdolności do współczucia. Jeśli nie potrafimy współczuć, to dlatego, że nie rozumiemy, czym jest cierpienie — łączy ono nas wszystkich — mnie, ciebie, moich nauczycieli, bezdomnego, mojego kota, polityków. Nie rozumiemy przyczyny cierpienia i nie znamy drogi prowadzącej do końca cierpienia.

Cierpienie to nic innego ja przywiązanie do tego, kim uważamy, że jesteśmy lub powinniśmy być. Inaczej mówiąc, jest to identyfikacja, z tym za kogo się uważamy. Identyfikacja z myślami, odczuciami, wspomnieniami, bólem. Tak było ze mną, choć nie byłem świadomy tego procesu, on tam był i sprawiał mi i innym wiele bólu. Przez lata nienawidziłem siebie, jednocześnie tego nie widząc. Krzywdziłem siebie i innych, twierdząc, że to coś ze światem wkoło jest nie tak, a nie ze mną. W końcu doprowadziło mnie to do depresji. Legła w gruzach cała misternie budowana fasada tego kim jestem. Umysł nie poradził sobie z tym i pojawiła się depresja.

Są dwa rodzaje cierpienia - to przed którym uciekamy i to, które nas budzi. Nie chciałem być sobą, choć wszystkie inne miejsca były już zajęte. Było mi trudno zostawić nienawiść i złość, bo wtedy musiałbym zmierzyć się z własnym bólem. Depresja stała się dla mnie tym drugim rodzajem cierpienia — tym, które nas budzi. Pokazało mi moje prawdziwe oblicze i gdzie są moje przywiązania — zobaczyłem bezbronnego małego chłopca pragnącego miłości i akceptacji.

Możesz pomyśleć, że to brak miłości i bliskości był przyczyną mojego cierpienia. Jednak bezpośrednią przyczyną cierpienia jest pragnienie. To był jedynie bodziec. Niezaspokojona potrzeba miłości i bliskość z dzieciństwa zamieniała się w pragnienie. Dzieciństwo się skończyło, ale we mnie wciąż było to PRAGNIENIE.

Pragnienie to nic innego jak przywiązanie. To nic innego jak umysł, który coś lubi lub czegoś nie lubi. Z umysłu, który lubi i nie lubi, rodzi się osąd moralny, który odcina nas od tego, co naprawdę się dzieje. Ten osąd moralny to nasze niezaspokojone potrzeby.

Nie każda nasza potrzeba musi być zaspokojona i nie każdą da się zaspokoić. Osąd powstaje, gdy nie jesteśmy obecni, a nie jesteśmy obecni, kiedy nie rozumiemy cierpienia, jego przyczyny i końca. W takiej sytuacji osądzamy siebie, dostarczając sobie bólu, żalu i frustracji. Osądzamy innych, dodając sobie bólu. Reagujemy niechęcią na osąd innych i znów dodajmy sobie bólu, nie wiedząc, że osąd to forma bólu innych. Kto wtedy cierpi?

Życzliwość

Droga do wolność prowadzi przez sam środek naszego bólu. Bez zrozumienia naszego własnego bólu i jego prawdziwej przyczyny nie osiągniesz przebudzenia. Przebudzenie to nie żaden metafizyczny stan, to widzenie rzeczy jasno. To brak oceny i pozwolenie sobie na bezbronność. Co nam zostaje, kiedy przestajemy się chować za gniewem, żalem, frustracją. Czym mamy się kierować, kiedy zrozumiemy, że pragnienie nie da nam trwałego szczęścia? Kiedy oddalimy nasze preferencje i osądy, pojawi się nasza naturalna zdolność do bycia życzliwym i współczującym. To życzliwość staje się naszym motorem napędowym.

Długo nie potrafiłem pogodzić się z tym, co mi się przytrafiło oraz z tym, co ja uczyniłem innym. Wciąż jakaś część mnie identyfikowała się bólem. Identyfikacja to droga do cierpienia, do braku wolności.

Przebudzenie to nic innego niż koniec identyfikacji z własnym „ja”. Jeśli próbujesz zostawić swoje „ja” dlatego, że coś jest z nim nie tak, to nic innego, jak niechęć, nienawiść do samego siebie. Tak też było na początku mojej drogi z medytacją. Dopiero kiedy zacząłem pracować z medytacją życzliwości Metta, wszystko się zmieniło. Przebudzenie nie pojawi się z nienawiści do siebie. Możesz zostawić siebie tylko wtedy, kiedy naprawdę się pokochasz — kiedy staniesz się życzliwy dla samego siebie. Kiedy zgodzisz się na bycie sobą. Nie możesz też być naprawdę życzliwy dla innych, kiedy nie kochasz siebie. Jak możesz dawać innym coś, czego nie masz?

Przebaczenie

Zdarza się tak, że przywiązania są tak silne, że pomino szczerych chęci nie potrafimy odpuścić. Brakuje nam tej przysłowiowej kropki nad „i”. Medytujemy, stosujemy różne praktyki, ale wciąż nie potrafimy pokochać siebie i puścić. W takich przypadkach potrzebujemy przebaczenia.

Przebaczenie to inny sposób wyrażania życzliwości. Kiedy jesteś życzliwy dla kogoś, to znaczy, że mu wybaczasz jego niestosowne zachowanie i wpadki. Kiedy kierujesz się tym, co lubisz lub nie lubisz, osądem moralnym — nie widzisz głębszej natury rzeczy, która nas wszystkich łączy — pustki, która jest najpełniejszym miejscem, w jakim możesz być. Przebaczenie to „Zgoda na to, że nie będziesz miał lepszej przeszłości” - jak mawia jeden z moich nauczycieli Doug Kraft. Przebaczenie to zgoda na bycie tym, kim jesteś. Przebaczenie pozwala być wyzwolonym, bo nigdy nie będziesz chciał nikogo skrzywdzić, bez względu na to, co ci ta osoba zrobi.

„Jeśli puścisz trochę, będziesz szczęśliwszy trochę bardziej. Jeśli puścisz dużo, będziesz dużo bardziej szczęśliwy. Jeśli puścisz całkiem, będziesz całkiem szczęśliwy” - Ahjan Cha. To był ostatni element ku mojej podróży do wolności.

Wybacz sobie, kim naprawdę jesteś. Wybacz sobie, że tak bardzo chcesz być szczęśliwy, że to pragnienie nie pozwala ci w pełni doświadczyć szczęścia. Chcesz być szczęśliwy? Przestań tego pragnąć i wybacz sobie, że tak bardzo chcesz. Bądź szczęśliwy od razu. Szczęście to nic innego jak obecność tu i teraz. Lęk i dyskomfort pojawia się, kiedy umysł jest w przeszłości lub przyszłości, czyli coś lubi lub nie lubi — ach te preferencje!

Puszczenie

Przebaczenie wymaga czasu. Nie oznacza zapomnienia i nie robisz tego dla kogoś, tylko i wyłącznie dla siebie. Przebaczenie nie jest ignorowaniem tego, co się wydarzyło. Przebaczenie to nie szukanie sprawiedliwości, to poddanie się obecności z wysłanym bólem — tylko przez brak oporu w stosunku do swojego bólu możesz go puścić. Z przebaczenia rodzi się obecność. To obecność daje ci moc transformacji. Powoduje przesunięcie z ego do świadomości. Kiedy to się stanie, pojawia się nasza naturalna zdolność do bycia życzliwym i współczującym dla nas samych i dla naszych oprawców. Przestajemy się kierować naszymi preferencjami i osądem moralnym. Zaczynamy się kierować tym, co jest właściwe. Co jest właściwe? Właściwe jest zrozumienie cierpienia, jego przyczyny, końca i drogi prowadzącej do końca. Czyli zrozumienie, że wszystko jest nietrwałe. Zrozumienie, że trzymanie się tego, co nietrwałe prowadzi do cierpienia. Myśli i emocje nie są trwałe, więc kiedy przestajesz kierować się tym, co lubisz, nie lubisz -brak preferencji, znika ja. Nie ma "ja" - nie ma kto cierpieć.


Nie ważne kim jesteś, bo tym nie jesteś, Twoja prawdziwa natura to pustka, która jest największą pełnią życia jednocześnie.


Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu. Napisz wiadomość, jeśli chcesz więcej wiedzieć o przebudzeniu.


73 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page